Dzisiaj nie mam co do tego żadnej wątpliwości i mam nadzieję, że czytelnicy „Zdroju” podzielają ten pogląd. Rozumiem jednak, że rzesze pacjentów szpitalnych oddziałów odwykowych, początkujący uczestnicy wspólnot AA, religijnych stowarzyszeń trzeźwościowych  mają zupełnie inne zdanie.

Z ARCHIWUM „ZDROJU"
Ruch AA Zdrój 3/1993
   
Po ponad trzydziestu latach picia, trafiłem na dno i wtedy dzięki mojemu pracodawcy znalazłem się na odwyku. Wysłuchiwałem mnóstwa tragicznych opowieści, znacznie gorszych niż moja własna historia. Dla mnie jednak wystarczająco przerażające było już to, że nie miałem ochoty przeżyć kolejnego dnia.

Z ARCHIWUM „ZDROJU"

Ruch AA Zdrój Listopad 1986r.

Wiktor O.: Co pana najbardziej zaciekawiło w Ameryce?
Dr B. Woronowicz: Udział niepijących alkoholików zarówno w pomaganiu chorym jak i w samym leczeniu. Nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów tego udziału, z tego, że zdecydowana większość ludzi, którzy leczą alkoholików, to ozdrowieńcy. W czasie pobytu w USA doszedłem do wniosku, że jedyną szansą zorganizowania u nas dobrego lecznictwa jest wciągnięcie do niego trzeźwych alkoholików.

Z ARCHIWUM „ZDROJU"
ZDRÓJ Nr 4, rok 1990
Z MYŚLI NAD PROGRAMEM

Bezsilność wobec alkoholu można postrzegać jako głaz, który włożył nam na plecy i trzeba go nieść. Ale na tę samą bezsilność można spojrzeć inaczej jak na kamień, który wyznacza nam drogę życia. W pierwszym wypadku towarzyszy człowiekowi uczucie pokrzywdzenia, w drugim radość wobec Boga za to, że pomógł ten drogowskaz odnaleźć. Bo pewne jest przecież, że kto kamieni znaczących drogę życia nie widzi, lub je lekceważy nieszczęścia nie uniknie.