JEDEN JĘZYK

 

 

 

Jestem ogromnie wdzięczna i pełna oczekiwania na nowe tłumaczenie naszej Wielkiej Księgi. Znam swoją skłonność po popadania w rutynę i unikania jakiegokolwiek wysiłku.

 

 

 

Biblijna historia o wieży Babel mówi o tym, że Bóg pomieszał ludziom języki, by niesieni przez pychę i złudne pragnienie dorównania Stwórcy nie wybudowali wieży sięgającej nieba. Przez lata byłam przekonana, że owo „pomieszanie języków” dotyczy jedynie języków używanych w różnych częściach świata, teraz jestem przekonana, że i w jednym kraju ludziom bardzo trudno jest się czasem porozumieć, pomimo wielkich chęci i zaangażowania. Każdy z nas, opowiadając o własnych emocjach, przeżyciach, uprzedzeniach opowiada historię znaną tak naprawdę tylko jemu. Gdy jeden z nas wypowiada słowo „przyjaciel” ma na myśli osobę, z którą raz w tygodniu spotyka się w sali mityngowej, inny rezerwuje ten termin wyłącznie dla jednego, jedynego człowieka, który jest dla niego najważniejszy na świecie. Podobnie przedstawia się sprawa z pojęciami: „wyzdrowienie z alkoholizmu”, „Siła Wyższa”, nie wspominając już o tak powszechnych słowach jak: „pokora”, „odwaga” czy „grzech”.

 

Miałam to szczęście i przywilej, że moją sponsorką w AA została osoba, dla której językiem ojczystym był język angielski, a nie polski, a mimo to właśnie jej udało się przekazać mi Program 12 Kroków w taki sposób, że w moich reakcjach wobec rzeczywistości nastąpiła zmiana – zmiana, która jest podstawą i wymogiem „wyzdrowienia z alkoholizmu”. Kobieta ta weszła w skład zespołu tłumaczącego Wielką Księgę. Gdy czytałyśmy razem fragmenty książki „Anonimowi Alkoholicy”, musiałyśmy porównywać je z oryginałem i ze względu na „pomieszanie języków” własnymi słowami przekazywać sobie wzajemnie, co dla nas kryje się za pojęciami zawartymi w naszej książce. Bardzo często okazywało się, że wiele fragmentów interpretowałam niewłaściwie lub tak, jak było mi wygodnie. Zamiana jednego słowa na inne lub przeczytanie całego zdania, używając przy tym podobnych, a jednak innych sformułowań, całkowicie zmieniały mój punkt widzenia. Tak było na przykład ze zdaniem „staliśmy się gotowi…”. Gdy zastąpiłyśmy je sformułowaniem „staliśmy się skłonni…”, zrozumiałam, że w Programie nie chodzi o entuzjazm i niecierpliwe oczekiwanie, by postawić kolejne Kroki (na co bezskutecznie wiele lat czekałam), ale o brak innego wyjścia po prostu – postawię kolejny Krok albo wrócę do punktu wyjścia, do picia.

 

Moja sponsorka podkreślała oczywiście, że Program AA jest programem działania, nie czytania, myślenia, czy analizowania (a szkoda!), niemniej świadomość, jakie tak naprawdę zasady, obietnice i wyroki śmierci są zapisane na stronach Wielkiej Księgi bardzo ułatwiała podjęcie koniecznych działań. Wcześniej, po pobieżnym zapoznaniu się z treścią, nie dostrzegałam podobieństw pomiędzy zmaganiami z bezsilnością wobec alkoholu Jima i Freda a swoją skłonnością do robienia wszystkiego bez wysiłku i „po łebkach”. Nigdy wcześniej też nie traktowałam poważnie zdania: „Gdy poczujemy złość lub ogarną nas wątpliwości, przerwijmy na chwilę nasze zajęcia, prośmy o właściwą myśl lub kierunek działania”, nie wierzyłam, że tak proste działanie, jak wstanie od biurka z pracy, wyjście do innego pomieszczenia, uklęknięcie i pomodlenie się o właściwą myśl lub kierunek działania jest w stanie sprawić, że dalsza część dnia będzie pozbawiona lęku, pośpiechu i chaosu. Widzę teraz, że moją samowolę mogło ukrócić tylko poddanie się – najpierw sugestiom sponsorki, a dopiero dzięki temu i w następstwie – Bogu.

 

Jestem ogromnie wdzięczna i pełna oczekiwania na nowe tłumaczenie naszej Wielkiej Księgi. Znam swoją skłonność po popadania w rutynę i unikania jakiegokolwiek wysiłku. Wiem, że przez cała lata używałam słów „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”, nie rozumiejąc ich rzeczywistego znaczenia, lecz traktując je jako magiczne formułki, które miały mi ułatwić osiągnięcie egoistycznego celu. Zrozumiałam, że aby dotarł do mnie sens czytanych słów w mojej głowie muszą się pojawić obrazy: czasem jest to doświadczenie innego członka Wspólnoty – i temu właśnie służy nasze dzielenie się na mityngach – a czasem mentalne zejście z utartego szlaku, zamiana jednych słów na inne. Nasz Program już od 2. Kroku podkreśla absolutną konieczność otwarcia się na nowe – przeżywanie, rozumienie, działanie.

 

Wierzę, że nowe tłumaczenie podstawowego tekstu naszej Wspólnoty może dla nas wszystkich stać się błogosławieństwem, „o ile tylko nie zamkniemy naszego umysłu na wszystkie pojęcia. Możemy zostać pokonani jedynie poprzez postawę nietolerancji i wojowniczej negacji”.

 

Małgosia AA

 

 

 

Posłanie nadziei

 

doświadczeniem ze służby w Zespole ds. tłumaczenia WK dzieli się Tomek Ł. z Warszawy

 

Do dzisiaj pamiętam ten dzień, kiedy załamany tym, że pomimo nie brania do ust kropli alkoholu i chodzenia na mityngi nie odczuwałem głębokich zmian w moim życiu, przyszedłem na grupę „Kamionek” w Warszawie, podniosłem drżącą rękę i po raz drugi w AA poprosiłem o pomoc.

 

Po raz pierwszy było to na pierwszym mityngu, gdy przychodziłem rozbity wieloletnim chlaniem błagając o jedno – jak „nie pić”?

 

A po raz drugi, już po prawie dwóch latach abstynencji zwracałem się do przyjaciół z pytaniem, o co innego – „jak żyć?”. I właściwie to drugie pytanie zdawało mi się ważniejsze od pierwszego. Wtedy dostałem pierwszą służbę na grupie i wtedy także poprosiłem pewnego faceta o sponsorowanie. Zaczął się nowy etap w moim życiu bo pojawiła się w nim Służba, a przed moim nosem wylądowała Wielka Księga. Zacząłem ją zgłębiać, czytając bardzo uważnie, w myśl zaleceń sponsora. Rozpoczęliśmy pracę nad Programem 12 Kroków, a ja podążałem za nadzieją zawartą w najważniejszej książce mojego życia, już w tytule odnajdując wskazanie: „Anonimowi Alkoholicy. Historia o tym, jak tysiące mężczyzn i kobiet zostało uzdrowionych z alkoholizmu” i ciesząc się tym, że to rzeczywiście DZIAŁA. Poznawałem literaturę AA i lubiłem te niekończące się dyskusje na temat przeczytanych historii i doświadczeń. Zastanawiało mnie to w jak różny sposób można odbierać ten sam tekst. Odezwała się we mnie żyłka badacza. Z resztą moje prywatne zainteresowania temu sprzyjały. Zauważyłem, że kolejne służby sprzyjały temu poznaniu. Do źródeł zbliżyła mnie jednak najbardziej służba Delegata Narodowego. Oczywiście zaczynałem od służb na grupie, potem w Intergrupie, Regionie, w Służbie Krajowej. Do dzisiaj jestem głęboko wdzięczny za wszystkie te służby. Dzięki poznaniu literatury w „oryginale” zacząłem pojmować sens tych długich dyskusji, o których wcześniej wspomniałem. Czułem, że swoje doświadczenia powinienem przekazywać tym wszystkim, którzy mieli wiele pytań tak jak ja kiedyś. Mogę to wypełnić w Zespole do spraw Tłumaczenia Wielkiej Księgi i postrzegam to nie tylko, jako zadanie, ale też, jako szczególny dar od Stwórcy. Cieszy mnie również to, że nie tylko ja czułem taką potrzebę lecz również Konferencja Krajowa powołująca zespół, w którym pełnie służbę.

 

Pamiętam, jak na warsztacie, który dobrych kilka lat temu odbywał się w siedzibie BSK był ówczesny manager GSO z Nowego Yorku o imieniu Greg. Pytaliśmy go o różne rzeczy. Między innymi o sprawę tłumaczeń. Jak je najlepiej robić? Greg odparł, że na świecie próbowano różnych metod, lecz najlepiej sprawdza się jedna – praca w niewielkim, kilkuosobowym zespole. Dobrze, by w takim zespole znajdowali się i alkoholicy znający język angielski, i tłumacze, a także by znalazły się w nim osoby „z obu stron językowej barykady, czyli np. ktoś, kto urodził się w Stanach czy w Anglii, a także ludzie z danego kraju”. I że taki system działa najlepiej.

 

Rzeczywiście. Każde tłumaczenie z języka obcego jest niezwykle trudne i nawet to najdoskonalsze nigdy nie są w stanie oddać w całości tego, co było zapisane w oryginale. Problem z tłumaczeniami polega na tym, że słowa miewają różne znaczenie w zależności od kontekstu i kulturowych uwarunkowań. W jednym zdaniu dane słowo może znaczyć coś innego, niż w innym. W każdym razie praca w zespole umożliwia znalezienie rozwiązania najlepszego z możliwych, bo konfrontuje różne opinie i pozwala na znalezienie takiego „złotego środka”, który najlepiej odda brzmienie tego, co jest w tekście oryginalnym.

 

Co ważne, Greg uspokoił nas wtedy mówiąc, że kłopoty z tłumaczeniami miało i ma wiele krajów w naszej Wspólnocie i często zdarza się, że podejmują ponowną pracę nad najważniejszymi tekstami. Nasze nowe tłumaczenie Wielkiej Księgi nie jest niczym wyjątkowym (robili to przecież np. Francuzi, zapewne podejdą do tego Niemcy itd.). Chodzi o to, że jeśli traktujemy Wielką Księgę, jako najważniejszy, „instruktażowy” tekst naszej Wspólnoty, to musimy sobie zdawać sprawę z tego, że niesienie posłania to po prostu sprawa życia i śmierci. Innymi słowy, nasza mówiąc brzydko „instrukcja ratunkowa” zapisana na 144 stronach powinna być jak najlepiej, jak najczytelniej i jak najbliżej oryginału przetłumaczona, aby ci, którzy po nią sięgną łatwiej i szybciej mogli zrozumieć i zastosować 12 Kroków. Dlatego podchodzimy do zadania bardzo pieczołowicie.

 

W skład Zespołu wchodzą Anka O. z Krakowa, Jacek Ch. z Błonia (były Delegat Narodowy), Sydney S. z Krakowa oraz niżej podpisany. Każdy z nas wnosi do zespołu swoje doświadczenia językowe, zawodowe, życiowe oraz te „wspólnotowe” – mamy wśród nas native speaker‘a, pisarza i dziennikarza, czy zawodową tłumaczkę, na stałe współpracuje z nami zawodowa redaktorka. Jednak, co najważniejsze – jesteśmy wszyscy alkoholikami, a przed każdą dwudniową sesją chwytamy się za ręce i zmawiamy modlitwę. Bo wierzymy, że najbardziej nam pomaga i nami kieruje Ten u Góry.

 

Staramy się podejść w naszej pracy z jak największą pokorą do stawianych nam zadań. Nie zmieniamy tego, co nie jest konieczne, ale jednocześnie, mamy świadomość, że takie tłumaczenie trzeba zrobić po prostu najlepiej jak potrafimy, a zatem z odwagą podchodzimy do zmian koniecznych. Niektóre z nich są zupełnie oczywiste – jak na przykład brak całego zdania, które zostało niegdyś niechcący pominięte. Inne są o tyle ważne, że przy skupionej pracy alkoholika nad Programem mogą stanowić dla niego kłopot, jeśli szczerze i skrupulatnie pracuje z Wielką Księgą w ręku. Dla przykładu weźmy fragment, który chyba jest najlepiej znany we Wspólnocie, pochodzący z rozdziału „Jak to działa”, a czytany na każdym mityngu. Znajdujemy w nim takie np. zdania: „Stosowanie pół-środków nic nam nie dało. Znajdowaliśmy się w punkcie wyjściowym”. W oryginale mamy „We stood at the turning point”, co oznacza po prostu „Znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym”. Znacząca różnica. Co innego „cofnąć” się do punktu wyjściowego, a zupełnie, co innego znaleźć się w „punkcie zwrotnym”. Cóż się działo dalej w naszym „starym tekście”? Otóż w tym „punkcie wyjściowym” „prosiliśmy Boga o pomoc i opiekę”. Cały ten fragmencik w nowym tłumaczeniu brzmi: „Stosowanie półśrodków nic nam nie dało. Znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym. Z całkowitym oddaniem poprosiliśmy Boga o ochronę i opiekę”. Teraz przekaz jest bliższy oryginałowi, lepiej przekazuję ideę – to „nie działa”, dopóki stosujemy „półśrodki” i dopóki nie znajdziemy się w „punkcie zwrotnym” w naszym życiu, którym jest powierzenie się Bogu. Czytelnik mniej skupiony pewnie nawet nie wychwyci różnic, lecz ten, kto z każdego zdania czerpie garściami, zobaczy, że to po prostu bardzo ważne.

 

W innym miejscu, zamiast do zbiorowego odbiorcy dajemy, jak w oryginale – zwrot do jednej osoby, tego, który przyszedł właśnie do nas prosić o pomoc: „Z całą powagą, na jaką nas stać błagamy Cię, bądź nieustraszony i dokładny od samego początku”. „Ciebie” a nie „was”… Mówimy do „Ciebie”, bo przyszedłeś do nas do Wspólnoty, tak jak to kiedyś zrobił każdy z nas. W Kroku Drugim powiemy o tym, że „Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek” („sanity” – to przeciwieństwo „szaleństwa”, czyli „insanity”), co podobnie jest tłumaczone w innych językach, także, jako „rozum”, czy „zdrowe myślenie”… W Kroku Czwartym natomiast idziemy za tekstem z Wielkiej Księgi, w dużej części rozdziału piątego, w którym Bill bardzo wyraźnie dokonuje porównania alkoholika do biznesmena, który musi dokonać swego rodzaju remanentu swojego życia. Bill używa słowa „inventory”, czyli „inwentura”. I takie słowo jest zapisane w Kroku Czwartym – „Zrobiliśmy wnikliwą i odważną osobistą inwenturę moralną”. A na przykład w Kroku Dwunastym mamy jedynie retusz: „Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść to posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach”. Niewielkie słówko „to”, które mamy w oryginale jest przecież potrzebne i w języku polskim. Chodzi o „to” posłanie, które zostawili nam w spadku, jako dziedzictwo pierwsi Anonimowi Alkoholicy. My niesiemy je dalej, niezmienione, dokładnie takie, jak wtedy.

 

O szczegółach tej pracy związanej z tłumaczeniem można by pisać długo i zapisać więcej stron, niż liczy sama Wielka Księga. Służba związana z jej tłumaczeniem ma tym większy walor duchowy, że ta wspaniała książka, zaczynająca się od słów „My, Anonimowi Alkoholicy, liczymy ponad 100 mężczyzn i kobiet, którzy wyzdrowieli z na pozór beznadziejnego stanu umysłu i ciała” niesie ze sobą olbrzymią nadzieję na pokonanie choroby i powrót do normalnego, dobrego, zdrowego, szczęśliwego życia. Pracując w zespole mam głębokie poczucie, że ten jeden wyraz, od którego zaczyna się Wielka Księga, czyli „MY” („We”) ma wielkie duchowe znaczenie. To dla mnie osobiście bardzo ważne, że w tej służbie tworzymy zgrany, wspaniały zespół Przyjaciół, że poczuliśmy siłę i znaczenie owego prostego, a pojemnego „My”. My w sensie mniejszej grupy, ale potem coraz szerzej i szerzej – My w rozumieniu całej Wspólnoty AA na świecie. To „MY” oznacza wiele kontynentów, narodów, państw, tysiące grup, mityngów, intergrup i regionów, oznacza miliony alkoholików od Grenlandii po afrykańskie pustkowia. Wielka Księga została przetłumaczona na kilkadziesiąt języków. Codziennie ratuje kogoś, kto zdawał się „również beznadziejnym przypadkiem”, jak kiedyś Bill, a niedawno ja sam i inni przyjaciele z AA. Mam nadzieję, że polska Wielka Księga z nowym tłumaczeniem będzie jeszcze pełniej przybliżała to wspaniałe posłanie nadziei zawarte w Programie, alkoholikom i ich rodzinom, którzy w przyszłości przyjdą do nas. Dziękuję za możliwość pełnienia tej pięknej służby.

 

Tomek Ł. AA

 

Mam na imię Jacek i jestem alkoholikiem

 

Wszyscy w naszej Wspólnocie wiedzą, że „coś się dzieje” z Wielką Księgą, jakieś tajemnicze gremia się spotykają by „coś tłumaczyć” etc. Piszę więc do naszego biuletynu, ponieważ mam przyjemność, zaszczyt i przywilej być przewodniczącym Zespołu ds. tłumaczenia Wielkiej Księgi. Jest to funkcja czysto techniczna, nie jest związana z żadnym szczególnym przygotowaniem, predyspozycjami czy wiedzą. Jestem, zwykłym alkoholikiem, ale nasz zespół potrzebuje osoby do prowadzenia komunikacji, sporządzania raportów dla naszych „szefów” czyli Rady Powierników i wielu innych rzeczy. Chcę czytelnikom choć trochę przybliżyć prace naszego zespołu, powiedzieć czym się zajmujemy (i czym się nie zajmujemy), wspomnieć o weteranach i odpowiedzieć na dręczące ich pytanie „Jak to nowa Wielka Księga, czy ja źle trzeźwiałem ze starą?” Wiem, że niedawno w Zdroju ukazał się także artykuł Tomka o Wielkiej Księdze – ponieważ go nie czytałem może zdarzyć się, że będę miał podobne spostrzeżenia, co już przez niego wyrażone. Siłą rzeczy jednak, to co tu piszę będzie miało silne zabarwienie subiektywne w końcu najbardziej postrzegam świat przez pryzmat swoich własnych doświadczeń – jak każdy egocentryk, samolub, egoista, egotyk (niepotrzebne skreślić)

 

We Wspólnocie pojawiłem się (dar od Siły Wyższej) w 1994 roku. Na pierwszym mityngu zobaczyłem kilka aowskich książek – min. Wielką Księgę, 12x12 i Życie w Trzeźwości. Były to takie białe wydania zdaje się z 1991 roku. Oczywiście zaraz na początku przeczytałem je (nie pamiętam kolejności), wszak pochłaniałem wszystko w temacie alkoholizmu, także jakieś naukowe bzdety o neurotransmiterach - brak duchowości starałem się bowiem uzupełnić przyswajaniem zbędnej wiedzy medycznej. Staram się odtworzyć atmosferę tamtych dni w kontekście literatury AA, wydaje mi się jednak, że dla nowicjuszy w AA polecano bardziej Życie w Trzeźwości i 12x12 niż Wielką Księgę, ale może tylko ja to tak zapamiętałem. Z treści WK na pewno zwróciły moją uwagę Opowieść Billa z wierszykiem o grenadierze i Koszmar dr. Boba. Wkrótce zacząłem pracę ze sponsorem – tak, w 1994 roku. Mój sponsor był absolwentem kilku terapii w Strzyżynie – pracowaliśmy więc nad Krokami, ale nie z Wielką Księgą tylko z materiałami ze Strzyżyny właśnie. W 1996 na Kongresie AA w Warszawie ukazało się pierwsze wydanie Wielkiej Księgi wydane przez Fundację BSK. Troszeczkę pomagałem przy procesie wydawniczym – prace wspomagające i czysto techniczne (np. wożenie dyskietek do drukarni, odbieranie tzw. ozalidów, wożenie śp. Magdy G. do drukarni). Pamiętam dumę, radość, poczucie przynależności, gdy książka Anonimowi Alkoholicy została zaprezentowana, zresztą wydarzenie to zapoczątkowało wydanie całego wspaniałego zestawu naszej literatury aowskiej. Wielka Księga w tej postaci, po drobnych zmianach, poprawkach i kilku nowych wydaniach towarzyszy nam do dziś. Chyba dziesiątki tysięcy osób przeczytało tę książkę, taką jak ona jest teraz i, nie waham się użyć tego słowa – powróciło do zdrowia z beznadziejnego stanu ducha i umysłu min. dzięki tej książce, ja na pewno. Tak czuję i w to wierzę. To powód do wdzięczności, nie narzekania, to dla mnie jasne.

 

Ale, zadziało się kilka rzeczy, dzięki którym moja świadomość (i wielu mnie podobnym) nieco wzrosła czy też zmieniła się. Nasza Wspólnota otworzyła się na świat i świat także przyszedł do naszej Wspólnoty. Nasi delegaci wyjeżdżali na europejskie i światowe mityngi służb, Polacy (członkowie AA) zaczęli licznie wyjeżdżać do pracy za granicę, chodzić tam na mityngi, coraz więcej Polaków zaczęło czytać WK w oryginale i pojawiły się głosy – „Słuchajcie, to tłumaczenie mogłoby być lepsze, bardziej oddające ducha AA, weźmy np. taki Krok II – mówili – przecież „sanity” to nie jest zdrowie, to zmienia sens tego Kroku” itd. Dlatego został powołany zespół – ojciec duchowy i „biologiczny” tego przedsięwzięcia (Tadziu daruj nazewnictwo) Tadeusz T., autor Historii AA w Polsce, ex Rzecznik Rady Powierników, nasz weteran z Poznania wielokrotnie to tłumaczył. No i w końcu pojawił się SPONSORING wg wzorców anglosaskich (amerykańskich, angielskich) – tzn. nie tam jakieś „jeden Krok jeden rok” tylko realna praca ze sponsorem, a absolutną podstawą tej pracy tekst Wielkiej Księgi. Decyzją Rady Powierników został powołany zatem zespół ds. tłumaczenia WK.

 

Zespół od 2012 r. przez kilkanaście pierwszych miesięcy pracował w licznym, nawet kilkunastosobowym składzie, spotkania odbywały się głównie na Skype a efekty pracy były… no cóż, dość powiedzieć, że Piąty Rozdział był „wałkowany” przez prawie dwa lata… w 2014 został powołany zrekonstruowany Zespół (spieszę wyjaśnić, że nikt nie został „wyrzucony” ale wielu zrezygnowało po prostu z różnych przyczyn). Ponieważ wiem, że niektórzy członkowie naszego zespołu woleliby pozostać rozpoznawalni tak mało, jak to możliwe powiem tylko, że w skład naszego Zespołu wchodzą aowcy z długotrwałą trzeźwością, znający Program AA, posiadający różne doświadczenia zawodowe w dziedzinie literatury, tłumaczeń, korporacjach międzynarodowych, entuzjaści Wielkiej Księgi i organizatorzy warsztatów, ex delegaci narodowi naszej Wspólnoty, native speaker, który trzeźwiał w USA. Wszyscy posługują się swobodnie językiem angielskim i polskim. Jest nas pięcioro. W pracach zespołu czynnie uczestniczy też redaktor - osoba z zaprzyjaźnionej Wspólnoty 12-krokowej. Razem sześć osób – jest parytet 3 kobiety, 3 facetów Tak pracujemy od jesieni 2014. Podlegamy Radzie Powierników.

 

Jak to robimy? Najprościej mówiąc tłumaczymy od nowa (sami, czy posiłkując się innymi tłumaczeniami – TAKŻE OBECNYM), ale totalnie wszystko, zdanie po zdaniu. Przed spotkaniem mamy dostępne wstępne tłumaczenie danego fragmentu, wyświetlamy je na ekranie, zdanie po zdaniu czytamy oryginał, następnie dyskutujemy nad tłumaczeniem tego konkretnego zdania, czy wyrażenia, dyskutujemy, wspomagamy się opiniami z zewnątrz, zaglądamy jak to przetłumaczyli Włosi, Francuzi, Rosjanie, Niemcy a nawet Słoweńcy. Po skończeniu jakiejś logicznej całości (najczęściej jest to cały rozdział) przekazujemy tekst do redaktorki, która dokonuje redakcji właśnie, dba o brzmienie języka polskiego ale też o ducha tego zespołu – wszak uczestniczy w naszych spotkaniach przez cały czas. Teraz, żeby nie było tak sielankowo: czasem kolejne spotkanie zaczyna się od „oświadczenia” takiego czy innego członka zespołu: „Słuchajcie, ja o tym myślałem długo, to zdanie w tym rozdziale nie może tak brzmieć, bo….” Uwierzcie mi, bywało, że kilka godzin dyskutowaliśmy nad jednym zdaniem czy wyrażeniem po to, by wrócić do pierwotnej wersji. Obiektywnie rzecz biorąc nie jest to łatwa praca, dzięki Bogu zżyliśmy się na tyle, że częściej niż dyskutujemy, rozumiemy się bez słów, wszyscy mamy poczucie, że Ktoś nad nami czuwa, przed każdym spotkaniem prosimy Siłę Wyższą, jakkolwiek ją rozumiemy, o wsparcie. Dobrze, jakie efekty zapytacie?

 

To naturalne pytanie, przyszedł czas na podzielenie się tym z Wami. Jakkolwiek cała robota formalno-informacyjna spada na naszą władzę (authority), czyli RP, najlepiej mieć informację z pierwszej ręki. Cały tekst podstawowy Wielkiej Księgi, 11 rozdziałów zostało przetłumaczone. Została przetłumaczona większość dodatków (jak Tradycje AA, Doświadczenie Duchowe itd.). Mamy przetłumaczoną praktycznie całą książkę (wspomnę, że historie osobiste są tłumaczone oddzielnie, poza zespołem przez profesjonalnego tłumacza, członka AA). Prawie wszystko, co zostało przetłumaczone zostało też poddane redakcji, kilka rozdziałów zostało już poddane także korekcie. Spotykamy się 5- 6 razy w roku, mamy nadzieję, że do końca roku 2017 zespół swoją misję zakończy – co będzie dalej, prosimy, pytajcie Powierników.

 

Najważniejsza informacja. Wysłaliśmy dwa gotowe (to znaczy przetłumaczone, kilkukrotnie sczytane, po redakcji i korekcie) rozdziały: Jak to Działa i Do Czynu – czyli 5 i 6 do GSO w Nowym Jorku celem uzyskania aprobaty lub nie, tego tłumaczenia. Dosłownie kilka dni temu otrzymaliśmy odpowiedź. Jest to dość pochlebna odpowiedź, tłumaczenie wg rewizora jest pełne, dokładne, nic nie zostało pominięte. Zwrócono jednak uwagę, czy też zasugerowano, by poprawić (zastanowić się nad poprawą) pewne sformułowania w języku polskim, tak by język nasz ojczysty brzmiał, jak na to zasługuje, to znaczy naturalnie i pięknie. Niebawem spotkamy się z osobami odpowiedzialnymi i doświadczonymi w procesie wydawniczym ze Służby Krajowej, aby przedyskutować tę sprawę. Bardzo się bałem tej opinii, tego przeglądu, rewizji, jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Dziś jestem wdzięczny, bowiem wszystko co sprawi, że Wielka Księga będzie lepsza, jest dobre.

 

Chciałbym się także krótko podzielić refleksjami nad kilkoma fragmentami Wielkiej Księgi, wybaczcie - nie będę cytował przetłumaczonych fragmentów, przyjdzie na to czas. Wybór jest oczywiście niepełny i równie oczywiście subiektywny. Krok XI dotychczas: „Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.” Zespół proponuje zmianę: „Staraliśmy się przez modlitwę i medytację poprawiać nasz świadomy kontakt z Bogiem, jakkolwiek Go rozumieliśmy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia” Ważna, by nie powiedzieć kluczowa zmiana. Po pierwsze, świadomy kontakt to zupełnie coś innego niż „doskonalenie więzi z Bogiem”, angielskie słowo „conscious” to precyzyjne słowo. Nacisk jest położony na moją świadomą decyzję o kontakcie z moją Siłą Wyższą, wiem co robię podczas porannej modlitwy czy medytacji, to przemyślany, upodmiotowiony akt. Po wtóre – proponujemy rezygnację ze słowa „pojmować” (ang. comprehend) na rzecz „rozumieć” (ang. „understand”) to prostsze, a ja czuję się prostym, zwykłym człowiekiem. Ja zwracam się do Boga, takim jak ja go rozumiem, bo przecież zupełnie Go nie pojmuję. Mając na uwadze, że Wielka Księga to swoisty podręcznik staraliśmy się, tam gdzie to możliwe uprościć przekaz. Kolejna rzecz – Krok II – dotychczas …”przywrócił nam zdrowie” – jakie zdrowie? Myślę, że nie będzie we Wspólnocie żadnego oponenta tej zmiany, bardzo dużo we Wspólnocie zostało na ten temat powiedziane. Słowo „sanity” to przykład nieprzetłumaczalnego wprost słowa. Nasza propozycja: „Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowy rozsądek” I ostatni, dość „spektakularny” przykład - tytuł Rozdziału 4. Czy na pewno „Agnostics” to Niewierzący? Agnostyk i niewierzący to dwie różne rzeczy.

 

Czas na odpowiedź na pytanie dręczące weterana: Czy dobrze trzeźwiałem? Odpowiedzi, jak sądzę każdy może udzielić sobie sam. Tyle, że trudno będzie wykazać związek pomiędzy jakością trzeźwienia a jakością takiego czy innego tłumaczenia Wielkiej Księgi. Z drugiej strony, jeśli nowicjusz, którego w dniu dzisiejszym nie ma jeszcze pośród nas, ma mieć większe szanse, dzięki temu, że tekst będzie nieco lepszy, to uczyńmy go lepszym jak najszybciej. Do pracy z nowicjuszem potrzebny jest weteran (sponsor) i dobry podręcznik. Jak widzisz, drogi weteranie to także dla Ciebie, a może przy okazji uda się poprawić jeszcze bardziej Twój, mój kontakt z Siłą Wyższą?

 

Szansa od Siły Wyższej na powtórne tłumaczenie naszego podstawowego tekstu została nam podarowana właśnie teraz. Następnej może nie być długo. Jak powiada Tadeusz T. – jesteśmy to winni tym, co przyjdą i całej Wspólnocie. Prosimy każdego o wsparcie duchowe. Wysyłajcie zatem duchowe SMS’sy do Siły Wyższej, jakkolwiek ją rozumiecie za powodzenie tego projektu.

 

Jacek C., Błonie, 2016