Pierwszy raz upiłem się do nieprzytomności, gdy miałem 15 lat. Koledzy przynieśli mnie do domu. Nie potrafiłem wypić jednego kieliszka, musiałem pić do oporu. W towarzystwie nigdy nie upiłem się. Wszyscy byli pijani, a ja nie. Zawsze było za mało dla mnie, by się upić.

Byłem nałogowym pijakiem. Straciłem zupełnie dobrą pracę i przyjaciół. Ciągle byłem źródłem konfliktów z bliskimi, którzy próbowali powstrzymać mnie od alkoholu. Piłem sądząc, że jestem najsilniejszym, najcwańszym człowiekiem na świecie, że nic nie może mnie powstrzymać.

Mój pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 10 lat. Upiłem się do nieprzytomności tak, że nie wiedziałem o bożym świecie. Później przez jakiś czas nie było w moim życiu alkoholu, gdyż po uprzednim upiciu się bardzo chorowałem, miałem wymioty i strasznie bolała mnie głowa i w ogóle mi nie smakował.

Nadszedł w końcu dzień, kiedy zostałem sam i nie widziałem żadnej nadziei dla siebie. Wychowywałem się w rodzinie, gdzie alkohol był codziennością. Przyzwyczaiłem się do ciągłych odwiedzin znajomych i wieczornych powrotów z zaplanowanych spotkań towarzyskich.