Długo się zbierałem do ponownej pisaniny, do napisania tak dla siebie samego, ale nic mi nie przychodziło do głowy. A pisanie tylko dla pisania, to tak jak i na mitingu powiedzieć, aby cokolwiek powiedzieć i przez chwilę zaistnieć.

Jakiś czas temu dotarło do mnie, że kolejna służba, którą chcę podjąć jest przejawem mojej pychy. Tak wiem, że służba ma mnie rozwijać i jest nieodłącznym elementem trzeźwienia, i że zwracam Wspólnocie dług wdzięczności oraz niosę w pewien sposób posłanie. To wszystko wiem, lecz w moim przypadku doszedłem do momentu gdy to traciło wartość, bo to ja stawałem się najważniejszy, oczywiście w moim mniemaniu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat, o którym chcę napisać należy do drażliwych. Uważam jednak, że „zamiatanie go pod dywan” i udawanie, że go nie ma jest błędem. Zaznaczam jednak wyraźnie, że to, co napiszę poniżej jest moim spojrzeniem opartym na doświadczeniu moim i innych, nigdy nie chciałem i nie chcę łamać Tradycji 1, czyli burzyć jedności.