Długo się zbierałem do ponownej pisaniny, do napisania tak dla siebie samego, ale nic mi nie przychodziło do głowy. A pisanie tylko dla pisania, to tak jak i na mitingu powiedzieć, aby cokolwiek powiedzieć i przez chwilę zaistnieć.

Pod koniec lat osiemdziesiątych i w latach dziewięćdziesiątych AA w Polsce zaczęło gwałtownie się rozwijać. Rozwój dotyczył głównie ilości grup AA, jakie wówczas powstawały. Cieszyłem się tym, a nawet często chełpiłem. Ale moja radość nie była pełna.


Wielu spośród nas stawia sobie inne pytanie. Nie, "jak", ale, od kiedy zapoznawać nowych z Programem AA? I tak postawione pytanie jest według mnie, Krzyśka alkoholika, błędne.


Jestem alkoholiczką trzeźwiejącą na programie 12 Kroków AA.
Czy to tylko slogan, powtórka słów, które mówię innym na mityngach? Czy też mówię o tym, bo tak jest w istocie?

Jakiś czas temu dotarło do mnie, że kolejna służba, którą chcę podjąć jest przejawem mojej pychy. Tak wiem, że służba ma mnie rozwijać i jest nieodłącznym elementem trzeźwienia, i że zwracam Wspólnocie dług wdzięczności oraz niosę w pewien sposób posłanie. To wszystko wiem, lecz w moim przypadku doszedłem do momentu gdy to traciło wartość, bo to ja stawałem się najważniejszy, oczywiście w moim mniemaniu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że temat, o którym chcę napisać należy do drażliwych. Uważam jednak, że „zamiatanie go pod dywan” i udawanie, że go nie ma jest błędem. Zaznaczam jednak wyraźnie, że to, co napiszę poniżej jest moim spojrzeniem opartym na doświadczeniu moim i innych, nigdy nie chciałem i nie chcę łamać Tradycji 1, czyli burzyć jedności.

Mam na imię Krzysiek i jestem alkoholikiem. Od pewnego czasu towarzyszy mi myśl będąca tytułem mojej wypowiedzi. Zobaczmy co robimy; warsztaty kolporterów, rzeczników, łączników do ZK, byłych powierników, Tradycji, Kroków, obsługujących telefony kontaktowe i wiele jeszcze innych, których w tym momencie nie pamiętam.