Bieżące wydanie


Numer 239, strona 8
Dostałem receptę
Zrozumiałem, że mam w łapach dar, który może uchronić mnie przed tym, czego doświadczyli moi poprzednicy.
„A co oni mi tu będą gadać. Ja wiem lepiej. Zasady są dla nich, nie dla mnie. Ja mogę, ale wcale nie muszę. Przecież to tylko sugestie”. Ego szalało. Aż wstyd się przyznać, jak długo takie hasła krążyły w mojej głowie. Były świetną wymówką, aby wiać od odpowiedzialności za swoje życie i życie innych. Trochę mi to zajęło czasu, zanim dotarło do mnie, o co biega w Dwunastej Tradycji. Mój przewodnik po zawiłościach AA klarował mi to bez końca, ale teoria to jedno, a praktyka drugie. Jak to było u mnie? Długo słyszałem tylko pierwszą część tej Tradycji. I to na opak, bo anonimowość myliłem z tajnością. Ta druga część – o wyższości zasad nad osobistymi ambicjami jakby mnie nie dotyczyła.
Ego szalało w najlepsze. Poczytałem, posłuchałem, pełniłem służbę, a i tak okazało się, że zasuwam prosto w stronę ściany. Niby nie piję, robię co mówią, dzielę się doświadczeniem, a jednak coś wierci mnie w sercu i nie daje spokoju.
Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Numer 239, strona 23
Czym kończy się nieprzestrzeganie zasad
Przecież za te pieniądze moglibyśmy wynająć autokar i jeździć na pielgrzymki trzeźwościowe do Lichenia albo Częstochowy!
W czasie swojej wieloletniej przynależności do Wspólnoty AA często spotykałem się z sytuacjami, które były konsekwencją nieprzestrzegania wypracowanych przez dekady zasad jej funkcjonowania lub ich nieznajomości, a co za tym idzie – łamania Tradycji AA. W początkach rozwoju AA w Polsce znajomość Tradycji AA była znikoma i długo był traktowane jako wytyczne dla służb grupy, a nie kanon zachowań, który powinien obowiązywać każdego członka danej grupy.
Było to często powodem, dla którego wiele grup intuicyjnie wypracowywało zasady funkcjonowania, czasem wprost zaczerpnięte z różnych organizacji, stowarzyszeń czy partii politycznych. Jednak wprowadzanie tych zasad do sposobu funkcjonowania grupy AA prędzej czy później kończyło się sporym zamieszaniem, rozpadem lub karłowaceniem grup. Ogromną rolę w zmianie tej świadomości, wprowadzaniu na grupach AA zdrowych zasad i przestrzegania Tradycji odegrały powstające od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku warsztaty Dwunastu Tradycji, a z czasem także Dwunastu Koncepcji AA.
Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Numer 239, strona 39
Ikar
Mój Bóg lubi mnie czasem „złamać”, by mi coś pokazać.
Rzeczy, które są z pozoru dobre, też mogą być formą ucieczki: kolejna praca, kolejny kierunek studiów, związek czy – jak w moim przypadku – pasja. To właśnie na niej chciałem się skupić, ponieważ paralotniarstwo pomogło mi zrozumieć, doświadczyć i pozbyć się tego, co nie umożliwiało mi wejście na Program AA. Pozwoliło mi na zrobienie drugiej części Pierwszego Kroku, co zajęło mi dziesięć lat – licząc od 2016 roku, kiedy to dotarło do mnie, że jestem bezsilny wobec alkoholu.
Dziś mam ponad sześć lat trzeźwości, ale w Programie jestem dopiero od sześciu miesięcy. Jestem świeżo po zrobieniu ze sponsorem Piątego Kroku. Wiem to i czuję, że warto iść drogą Anonimowych Alkoholików. Na zlocie z okazji 50-lecia AA w Polsce usłyszałem zdanie, z którym w pełni się utożsamiłem: „Jeśli kiedyś piłeś, a teraz nie pijesz i jesteś nieszczęśliwy, to znaczy, że jesteś alkoholikiem”. Ze mną dokładnie tak było, a co gorsza, nie od razu byłem tego świadomy. To oznacza, że Siła Wyższa była ze mną od zawsze. Zarówno wtedy, gdy piłem, jak i w czasie, gdy cierpiałem, chcąc trzeźwieć bez Programu, bez sponsora i bez Boga – czyli po swojemu. Przecież ja nie kieruję własnym życiem, a kiedy próbuję to robić, słabo mi to wychodzi.
Czy chciałbyś doczytać artykuł?
Numery archiwalne

Numer 238
Sponsorowanie
Jeśli dzielisz, to mnożysz
Przykład, a nie wykład. To działa najlepiej.
Sam dam sobie radę i to ogarnę. Mówili przecież, że to tylko dwadzieścia cztery godziny, a ja wiem już, że potrafię nie pić czterdzieści osiem. Spoko, jedziemy z tym. Tak myślałem na swoim pierwszym mityngu. Do dziś uśmiecham się do tego wspomnienia. Plan był prosty: posłucham, poczytam, poznam patenty – będzie dobrze. Nie było. Pół roku szukałem drogi na skróty. Umordowałem się jak koń, a efekty były żadne. Oni byli zadowoleni z życia, a ja? Ja byłem „Najbardziej Niezadowolonym Człowiekiem Miesiąca”.
Szczególna więź
Zaczęliśmy pracę na Programie i narodziła się między nami jakaś szczególna więź.
W 2016 roku trafiłem na terapię, by ratować swoje małżeństwo, a potem zacząłem uczęszczać na mityngi AA. Pierwsze miesiące po ukończeniu terapii minęły w miarę bezboleśnie, ale później zaczęły się huśtawki emocjonalne. Doszło do tego, że po roku abstynencji to ja zacząłem coraz częściej mówić o rozwodzie. Uważałem, że podejmuję ogromny wysiłek, by trzeźwieć, a w domu spotykam się z brakiem szacunku i nikt nie docenia moich starań. Później podobne odczucia zacząłem mieć również w pracy. Kiedy byłem trzeźwy półtora roku, dobrze czułem się już jedynie we Wspólnocie AA.
Mój sponsor. Pamięci mojego sponsora Artura S.
Trzasnąłem drzwiami z postanowieniem, że moja noga więcej u niego nie postanie.
Pamiętam dokładnie ten mityng w Krakowie, kiedy usłyszałem go po raz pierwszy. Nie piłem już wtedy kilka lat i do tego czasu słyszałem wielu charyzmatycznych mówców w AA, ale jego historia i sposób, w jaki się nią dzielił, mnie zafascynowały. Od tego spotkania widywaliśmy się na mityngach wielokrotnie i z czasem zbudowała się między nami wyjątkowa relacja, pełna zrozumienia i wspólnych życiowych wątków.
.

Numer 237
Duchowość
Codzienna praktyka
Już wiem, że nie muszę wszystkiego pojmować intelektem. Wystarczy, że doświadczam.
Mam na imię Wojtek i jestem alkoholikiem. Chciałbym podzielić się z wami moimi doświadczeniami związanymi z duchowością. Jestem we Wspólnocie AA od ponad siedmiu lat. Kiedy dziś myślę o rozwoju mojej duchowości, widzę drogę przepełnioną oporem, niezrozumieniem, a czasem wręcz wewnętrznym buntem. To nie była dla mnie oczywista ani łatwa przestrzeń.
W rękach Boga
Nie wiedziałem wtedy, że to, co ja przeżywam, może też być pomocne dla innych.
Kiedy na pierwszych mityngach słuchałem o duchowości Programu,zupełnie tego nie ogarniałem. Rodził się we mnie bunt. Stroniłem wręcz od takich wypowiedzi – albo ich w ogóle nie słuchałem,albo wołałem, że żadna duchowość nie jest mi w ogóle potrzebna. Ja chcę nie pić i tomi w zupełności wystarczy. Resztę ogarnę sam.
Zdrowienie – podstawą służby w AA
Zdrowienie jest źródłem. Służba jest owocem.
Kiedy mówimy o służbie we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików, często skupiamy się na odpowiedzialności, funkcjach, zobowiązaniach wobec grupy czy struktury. Mówimy o mandatach, sumieniu grupy, o tym, że „służba to przywilej”. To wszystko jest prawdą. Ale z mojego doświadczenia wynika, że fundamentem każdej zdrowej służby jest moje osobiste zdrowienie.

Numer 236
Dojrzewanie na programie dwunastu kroków AA
Nie jestem Bożą wpadką
„We Wspólnocie o Bogu dowiedziałem się dwóch rzeczy: że jest jakiś Bóg i że to nie ja nim jestem”.
Kiedy trafiłem do AA w 2023 roku, myślałem, że jestem dojrzałym mężczyzną. Tak szczerze mówiąc, zacząłem już nawet przejrzewać pod względem fizycznym, bo 53 lata to już taki wiek. Ale były to 53 lata życia bez higieny żywieniowej, duchowej, emocjonalnej czy intelektualnej.
Pierwsze miesiące w AA były pełne buty, arogancji, i googlowskich przepisów na trzeźwienie, byłem we wszystkich wyżej wymienionych aspektach niemalże noworodkiem. Istniałem chyba tylko w Boskim planie, tak jak dzieci istnieją najpierw w planie rodziców. Jednak na pewno nie byłem Bożą wpadką.
Marzenia się spełniają – 90 lat AA w Akron
Przeżywałem ogromną radość, widząc tylu Polaków na trybunach machających polskimi flagami.
Chciałem podzielić się z wami ogromną radością, jaka mnie spotkała w czerwcu 2025 roku. To, co kiedyś było dla mnie tylko marzeniem, po wielu latach bycia we Wspólnocie AA spełniło się. Ale jest to wszystko zasługą przyjaciół z AA. Bez Wspólnoty i bez Programu Dwunastu Kroków to by się nie wydarzyło.
Między ciepłem a mrozem
(…) w chwili, w której siedzę w ciepłym, suchym domu i mam wszystko, czego potrzebuję, gdzieś na zewnątrz, w zimnie, cierpi jakiś inny alkoholik.

Numer 235
Wolność
Wolność jako stan umysłu
Dziś o wolności mówi się i pisze bardzo dużo. Najczęściej słowo to kojarzone jest ze słowem „wybór”: „Twój wybór”, „Ty decydujesz”, „Stwórz swój własny…” itp. Większość ludzi wiąże słowo „wolność” z decyzyjnością. A dziś możliwości jest naprawdę mnóstwo. Mamy wolność do wyznania, zachowania, ubioru, preferencji, poglądów – mamy możliwość wyboru w niemal każdej dziedzinie życia.
Wolny od świata, zależny od zasad
Pamiętam plażę, zachód słońca, butelkę coli wymieszanej z cytryną i prądem. Obok siedziała dziewczyna, z którą nie powinienem tam być. I słowa, które wtedy od niej usłyszałem: ,,Ty jesteś jak szary wilk, nie potrzebujesz stada”. Moje małżeństwo właśnie na moich oczach się rozpadało. Te słowa były stwierdzeniem, które mnie wtedy przeraziło. Mówiła prawdę. Gdy po latach przygotowywałem się do ,,dziewiątki”, a robiłem ją z tą dziewczyną listownie, bo przebywała w Stanach, zdałem sobie sprawę, że był to pierwszy prawdziwy moment, kiedy dotarło do mnie, że właśnie straciłem kontrolę nad własnym losem.
Powrót do siebie samej
Mam na imię Ula, jestem alkoholiczką i buntowniczką. Już jako mała dziewczynka nie za bardzo słuchałam moich rodziców. Moje pierwsze ucieczki z domu zaczęły się w wieku siedmiu lat. Co prawda były to ucieczki tylko do sąsiadów, ale bez zgody i wiedzy rodziców. Kiedy wracałam do domu po takiej eskapadzie, już nie było fajnie…

Numer 234
Relacje
Każdego dnia robię to, co sugeruje Wielka Księga
2 – można przeczytać w początkach V rozdziału Wielkiej Księgi: Jak to działa. U naszego rozmówcy Michała z Kielc, tak było. Nie wiodło mu się, gdy w grę wchodziła samowola. Gdy tylko udało mu się poddać zasadom prostego Programu, wszystko zaczęło wracać na swoje miejsce. Polecamy waszej uwadze jego historię, w której nie zapomniał podzielić się też tym, jak buduje na nowo relacje z bliskimi..
Racja, czy relacja?
To pytanie zadane mi podczas jednej rozmowy w przerwie mityngu to był wzorcowy przykład ściany, w którą przywaliłem, słuchając tego, co mówią mi alkoholicy. To nie było jakieś tam hamowanie. To był bardzo bolesny finał mojego rozstania się z poglądem utrwalanym od lat.
Relacje w rodzinie…
Relacje. Niektóre pewnie będę budować, albo inaczej – odbudowywać, jeszcze bardzo długo. Być może niektórych z nich nie naprawię już nigdy, bo to jest trochę tak, jak w powiedzeniu o rozbitej szklance: „Weź szklankę i upuść ją. Rozbiła się? I co dalej? Teraz ją przeproś i zobacz, czy się poskleja”. I tak to trochę wygląda, że niektórych relacji posklejać się nie da.

Numer 233
Literatura AA
Literatura, która mnie prowadzi
Moja droga do trzeźwości rozpoczęła się nie tylko od spotkania z innymi osobami we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików, ale również – a może przede wszystkim – od spotkania z literaturą AA. Od pierwszych dni zdrowienia to właśnie książki AA towarzyszyły mi nieustannie. Były jak cichy przewodnik, który nie tylko wyjaśnia, na czym polega choroba alkoholowa, ale też pokazuje drogę wyjścia – krok po kroku.
Ogromny udział literatury AA w moim zdrowieniu
Gdy przyszedłem do AA 25 lat temu, nie przywiązywałem wagi do tego, co jest na stole kolportera czy na stole podczas mityngów. Nie dostrzegałem, że doświadczenia innych członków Wspólnoty są cytowane lub zaczerpnięte z literatury AA.
Ja i czytanie? Dobre!
Czytać lubiłem, odkąd pamiętam, już w czasach szkolnych zawsze byłem jednym z pierwszych chętnych do czytania czegokolwiek na forum klasy. Nigdy nie miałem z tym większych problemów.

Numer 232
Dostępność AA
Z chęci zrozumienia ich niepełnosprawności
Po raz pierwszy z osobami z niepełnosprawnością zetknęłam się w dzieciństwie, kiedy zobaczyłam, że sąsiedzi mieszkający niedaleko mojego domu są osobami głuchymi. Już wtedy zrodziła się we mnie chęć zrozumienia ich, ciekawość, co oni do siebie „mówią”, co oznaczają ruchy ich dłoni. W tej trzyosobowej rodzinie ojciec był osobą nadużywającą alkoholu.
Rozwiązanie dla wszystkich, dla każdego
„Wow!” – pomyślałem, gdy pierwszy raz zobaczyłem niewidomego nowicjusza na mityngu mojej grupy domowej. Niezła determinacja! Nowego przyprowadził znajomy, który miał służbę przy telefonie kontaktowym AA. Wtedy byłem tak zszokowany, że nie wiedziałem, z czym zmaga się osoba z dysfunkcją wzroku.
Dostępność otrzymana
Mam na imię Janka i jestem alkoholiczką – tak przedstawiam się za sugestią mojej sponsorki na mityngach od chwili wejścia na Program Anonimowych Alkoholików. Wszędzie, gdzie jestem. Czy jest to dla innych zrozumiałe, czy nie, to nie twoja sprawa– takie otrzymałam wyjaśnienie.

Numer 231
Pierwsze kroki w AA
Wspólnota dała mi ludzi
Kiedy w kwietniu 2021 roku opuszczałam oddział szpitala psychiatrycznego, nie miałam zupełnie pojęcia, jak mam żyć. Głośno mówiłam, że moja „przygoda” z alkoholem się zakończyła, ale w głębi serca bardzo się bałam.
Pierwsze kroczki w AA
Jest piękny ciepły lipiec. Słońce, miłość i radość w oczach ludzi, a we mnie samotność, smutek, żal, rozgoryczenie. W organizmie alkohol, śmierć za plecami. Picie, picie, picie, przeraźliwe lęki, wycieńczenie fizyczne i psychiczne. Kilka nieudanych prób pożegnania się z życiem.
Dobre wiadomości
Mówili, że mają dla mnie dwie wiadomości – dobrą i złą. Dobra? Możesz przestać pić, a twoje życie może się zmienić. Zła? Jesteśmy twoimi nowymi przyjaciółmi.

Numer 230
Miłość i służba
Służba to sekret mojej trzeźwości
Zawsze chciałem o to zapytać. Padło, Tadeuszu, na ciebie. Czy weteran ma swoją grupę domową? Czy dba się jeszcze o takie niuanse?
Tak! Jasne, że mam. Jak przyszedłem do AA, w Krakowie była tylko jedna grupa.
Dość szybko zainicjowałem powstanie kolejnej o nazwie „Krakus”, by mieć mityngi
AA blisko domu. Z biegiem czasu grupa rozrosła się do sporych rozmiarów i po latach podzieliła się na dwie grupy o podobnych nazwach.
Wiele ról służebnych
Z pierwszego mityngu zapamiętałam niezwykle ciepłe przyjęcie życzliwych i uśmiechniętych ludzi, których jeszcze nie znałam. Poczułam się jak w domu. Przez półtora roku byłam bywalczynią mityngów. Systematycznie jeździłam na mityngi raz w tygodniu i oczekiwałam, że mąż doceni moje starania. W pewnym momencie uznałam, że po tak dużej przerwie mogę już powrócić do picia kontrolowanego. Zaczęło się niewinnie: od jednego kieliszka. Później nadeszło kilkanaście miesięcy „diabelskiej karuzeli”, na którą wsiadałam, pijąc, i z której spadałam, kiedy przestawałam pić.
Pogoda ducha odnaleziona po pięćdziesiątce
Te słowa – dziś wypowiadane z pełną świadomością i spokojem – kiedyś nie mogłyby mi przejść przez gardło. Dziś, po dziewięciu latach trzeźwości, mogę powiedzieć zgodnie z hasłem Zlotu 50-lecia AA w Polsce, że jestem alkoholikiem radosnym, szczęśliwym i wdzięcznym. Ale droga do tego stanu była długa, bolesna i pełna przepaści, które niemal mnie pochłonęły. Kiedy myślę o swojej przeszłości, widzę ruinę. Nieukończone szkoły, dwa rozwody, lata w więzieniu, utracony majątek – wszystko przepite. Straciłem także nogi, gdy pijany skakałem z okna pociągu.

Numer 229
Powroty do picia
Powroty do picia
Nie potrafiłem przestać pić przez dziesięć lat, a wydawało mi się, kiedy wówczas siadałem do picia, że to wcale nie takie trudne przestać.
Moje doświadczenie wygląda tak, że odkąd jestem we Wspólnocie, nie miałem zapicia. Z czego jestem bardzo dumny. Oczywiście to lekki żart. Mam natomiast doświadczenie sprzed
wielu lat, gdy byłem już mocno uzależniony i po traumatycznym przeżyciu, po nagłej śmierci mojej mamy, która mi była niezmiernie bliska, postanowiłem nie pić rok, tak niejako w formie zadośćuczynienia czy żałoby po mamie, która wiele przecierpiała.
Tylko tu i teraz
„Krótki okres życia jest dostatecznie długi na to, aby żyć dobrze i uczciwie”.
Cyceron
Pierwszy raz o Wspólnocie dowiedziałem się piętnaście lat temu. Wiedziałem, że mam problem z alkoholem i zdecydowanie za dużo piję, ale nie umiałem przestać. Poszedłem na swój pierwszy mityng. Był to mityng spikerski. Pewien człowiek opowiadał wówczas o tym, jak zachowywał się po alkoholu. Po tym mityngu uznałem, że AA nie działa i nie jest dla mnie, ponieważ po wyjściu z Sali nadal chciało mi się pić. Myślałem, że AA to taka tabletka na niepicie.
Kłamstwa i mity, w które wierzyłem
O tym, że mam problem z piciem, dowiedziałem się ostatni – wszyscy dookoła wiedzieli i widzieli, że mam problem z piciem, ale nie ja.
W AA znalazłem się zupełnie przez przypadek – przyznałem jedynie, że piję trochę za dużo piwa, więc żona się mnie czepia. Parafrazując Krok Pierwszy, którego wtedy jeszcze nie znałem, mógłbym powiedzieć, że przyznałem się, że piję może trochę za dużo i za często i że przestałem kierować moją żoną. Broń Boże: własnym życiem. Ale to właśnie ona – moja żona – była siłą sprawczą, która spowodowała, że poszedłem się leczyć.

Numer 228
Rozwój duchowy przed materialnym
Obietnice czy obiecanki cacanki?
W owym czasie słowa „Program” czy „sugestie” były dla mnie czymś obcym. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że chociaż ponoć, jak mówili, w AA jest wyłącznie jeden Program, to zdawało mi się, że mimo to każdy gadał jakby o innym programie. Jeden twierdził, że dzięki niemu nie pije i fajnie żyje, inny utrzymywał, że odkrył Boga, który go teraz prowadzi. A jeszcze inny mówił, że choć zapija co pewien czas, to właśnie dzięki Programowi wraca na mityngi, zwłaszcza że tak naprawdę nie ma gdzie iść.
Wspólnota AA jest pełna obietnic
Nigdy nie myślałem, że będę pisał do „Zdroju”, a tym bardziej że zostanę alkoholikiem. Kiedy miałem dziesięć lat i z płaczem uciekałem z domu w ciemną noc przed pijanym ojcem, obiecałem sam sobie i naturze, która była wokoło, że nie będę robił tego, co mój ojciec. I że mój własny dom będzie wyglądał zupełnie inaczej niż ten. Była to jedna z nielicznych obietnic, które złożyłem w swoim dziecinnym życiu, a której zresztą po latach nie dotrzymałem.
Krok po kroku. Dzień po dniu
Nikt nie przyjdzie i cię nie uratuje. Nikt nie przyjedzie na białym koniu i nie zabierze ci wszystkich zmartwień. Trzeba samemu ratować siebie: krok po kroku, dzień po dniu.
Jestem alkoholiczką. Przyjęłam tę prawdę, trzeźwiejąc na mityngach i warsztatach, nosząc posłanie, dzieląc się doświadczeniem. Nie odkryłam mojego alkoholizmu z dnia na dzień. Raczej był to proces, w trakcie którego odnajdywałam kolejne elementy układanki i wstawiałam je na odpowiednie miejsce. Zawsze piłam w towarzystwie. Zawsze wybierałam towarzystwo, które proponowało lepsze trunki, najlepiej powyżej czterdziestu procent. W sumie towarzystwo było tu najmniej istotne. Istotna była zawartość butelki.
