Czytelnia

Bieżące wydanie

Zdrój 235 - Wolność

Numer 235, strona 6

Wolność jako stan umysłu

Trzeźwe życie we Wspólnocie jest dla mnie z reguły radosne, twórcze i przynosi wielesatysfakcji – pomimo tego, że musiałam większość spraw zaczynać od początku.
Dziś o wolności mówi się i pisze bardzo dużo. Najczęściej słowo to kojarzone jest ze słowem „wybór”: „Twój wybór”, „Ty decydujesz”, „Stwórz swój własny…” itp. Większość ludzi wiąże słowo „wolność” z decyzyjnością. A dziś możliwości jest naprawdę mnóstwo. Mamy wolność do wyznania, zachowania, ubioru, preferencji, poglądów – mamy możliwość wyboru w niemal każdej dziedzinie życia. Co najważniejsze, panuje dziś powszechne przekonanie, że szacunek i tolerancja należy się wszystkim i zawsze. Dziś wolność to podstawa, która się każdemu należy. Poza tym wolność z reguły utożsamiana jest ze swobodą, radosnym rozpasaniem bez konsekwencji. Bo właściwie, dzięki globalizacji i tylu możliwościom konsekwencje złych wyborów nie są w dzisiejszych czasach specjalnie dotkliwe.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Zdrój 235 - Wolność

Numer 235, strona 13

Wolny od świata, zależny od zasad

Wolność myliłem z wieloma pojęciami, które dziś dla mnie tyle mają z niąwspólnego, co pingwin z piaskami pustyni Sahara.
Pamiętam plażę, zachód słońca, butelkę coli wymieszanej z cytryną i prądem. Obok siedziała dziewczyna, z którą nie powinienem tam być. I słowa, które wtedy od niej usłyszałem: ,,Ty jesteś jak szary wilk, nie potrzebujesz stada”. Moje małżeństwo właśnie na moich oczach się rozpadało. Te słowa były stwierdzeniem, które mnie wtedy przeraziło. Mówiła prawdę. Gdy po latach przygotowywałem się do ,,dziewiątki”, a robiłem ją z tą dziewczyną listownie, bo przebywała w Stanach, zdałem sobie sprawę, że był to pierwszy prawdziwy moment, kiedy dotarło do mnie, że właśnie straciłem kontrolę nad własnym losem. Inwentura była brutalna, ale konieczna, abym najpierw uświadomił sobie stan faktyczny, a nie urojony z tysiącem wymówek i zwalaniem odpowiedzialności na innych. Bolało, ale wówczas na piasku wydarzyło się coś, co zrozumiałem dopiero w AA.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Zdrój 235 - Wolność

Numer 235, strona 24

Powrót do siebie samej

Wolność ma w sobie coś z bliskości – rośnie tam, gdzie człowiek pozwala sobie być prawdziwym.

Mam na imię Ula, jestem alkoholiczką i buntowniczką. Już jako mała dziewczynka nie za bardzo słuchałam moich rodziców. Moje pierwsze ucieczki z domu zaczęły się w wieku siedmiu lat. Co prawda były to ucieczki tylko do sąsiadów, ale bez zgody i wiedzy rodziców. Kiedy wracałam do domu po takiej eskapadzie, już nie było fajnie… Najgorsze było to, że nigdy nie myślałam o konsekwencjach swoich ucieczek. Czasem uciekałam na pola pełne kwiatów, bo po prostu chciałam być sama, już jako dziecko lubiłam być sama. Leżąc tak na trawie, czułam się wolna. Ale kiedy uciekałam z domu, też czułam się wolna. Kiedy robiłam coś wbrew rodzicom, też czułam się wolna. Źle rozumiana wolność, życie iluzją sprowadziło mnie na niewłaściwą drogę.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Numery archiwalne

Zdrój 233 - Literatura AA

Numer 234
Relacje

Każdego dnia robię to, co sugeruje Wielka Księga

2 – można przeczytać w początkach V rozdziału Wielkiej Księgi: Jak to działa. U naszego rozmówcy Michała z Kielc, tak było. Nie wiodło mu się, gdy w grę wchodziła samowola. Gdy tylko udało mu się poddać zasadom prostego Programu, wszystko zaczęło wracać na swoje miejsce. Polecamy waszej uwadze jego historię, w której nie zapomniał podzielić się też tym, jak buduje na nowo relacje z bliskimi..

Racja, czy relacja?

To pytanie zadane mi podczas jednej rozmowy w przerwie mityngu to był wzorcowy przykład ściany, w którą przywaliłem, słuchając tego, co mówią mi alkoholicy. To nie było jakieś tam hamowanie. To był bardzo bolesny finał mojego rozstania się z poglądem utrwalanym od lat.

Relacje w rodzinie…

Relacje. Niektóre pewnie będę budować, albo inaczej – odbudowywać, jeszcze bardzo długo. Być może niektórych z nich nie naprawię już nigdy, bo to jest trochę tak, jak w powiedzeniu o rozbitej szklance: „Weź szklankę i upuść ją. Rozbiła się? I co dalej? Teraz ją przeproś i zobacz, czy się poskleja”. I tak to trochę wygląda, że niektórych relacji posklejać się nie da.

Zdrój 233 - Literatura AA

Numer 233
Literatura AA

Literatura, która mnie prowadzi

Moja droga do trzeźwości rozpoczęła się nie tylko od spotkania z innymi osobami we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików, ale również – a może przede wszystkim – od spotkania z literaturą AA. Od pierwszych dni zdrowienia to właśnie książki AA towarzyszyły mi nieustannie. Były jak cichy przewodnik, który nie tylko wyjaśnia, na czym polega choroba alkoholowa, ale też pokazuje drogę wyjścia – krok po kroku.

Ogromny udział literatury AA w moim zdrowieniu

Gdy przyszedłem do AA 25 lat temu, nie przywiązywałem wagi do tego, co jest na stole kolportera czy na stole podczas mityngów. Nie dostrzegałem, że doświadczenia innych członków Wspólnoty są cytowane lub zaczerpnięte z literatury AA.

Ja i czytanie? Dobre!

Czytać lubiłem, odkąd pamiętam, już w czasach szkolnych zawsze byłem jednym z pierwszych chętnych do czytania czegokolwiek na forum klasy. Nigdy nie miałem z tym większych problemów.

Biuletyn Zdrój - wydanie 232

Numer 232
Dostępność AA

Z chęci zrozumienia ich niepełnosprawności

Po raz pierwszy z osobami z niepełnosprawnością zetknęłam się w dzieciństwie, kiedy zobaczyłam, że sąsiedzi mieszkający niedaleko mojego domu są osobami głuchymi. Już wtedy zrodziła się we mnie chęć zrozumienia ich, ciekawość, co oni do siebie „mówią”, co oznaczają ruchy ich dłoni. W tej trzyosobowej rodzinie ojciec był osobą nadużywającą alkoholu.

Rozwiązanie dla wszystkich, dla każdego

„Wow!” – pomyślałem, gdy pierwszy raz zobaczyłem niewidomego nowicjusza na mityngu mojej grupy domowej. Niezła determinacja! Nowego przyprowadził znajomy, który miał służbę przy telefonie kontaktowym AA. Wtedy byłem tak zszokowany, że nie wiedziałem, z czym zmaga się osoba z dysfunkcją wzroku.

Dostępność otrzymana

Mam na imię Janka i jestem alkoholiczką – tak przedstawiam się za sugestią mojej sponsorki na mityngach od chwili wejścia na Program Anonimowych Alkoholików. Wszędzie, gdzie jestem. Czy jest to dla innych zrozumiałe, czy nie, to nie twoja sprawa– takie otrzymałam wyjaśnienie.

Biuletyn Zdrój - wydanie 231

Numer 231
Pierwsze kroki w AA

Wspólnota dała mi ludzi

Kiedy w kwietniu 2021 roku opuszczałam oddział szpitala psychiatrycznego, nie miałam zupełnie pojęcia, jak mam żyć. Głośno mówiłam, że moja „przygoda” z alkoholem się zakończyła, ale w głębi serca bardzo się bałam.

Pierwsze kroczki w AA

Jest piękny ciepły lipiec. Słońce, miłość i radość w oczach ludzi, a we mnie samotność, smutek, żal, rozgoryczenie. W organizmie alkohol, śmierć za plecami. Picie, picie, picie, przeraźliwe lęki, wycieńczenie fizyczne i psychiczne. Kilka nieudanych prób pożegnania się z życiem.

Dobre wiadomości

Mówili, że mają dla mnie dwie wiadomości – dobrą i złą. Dobra? Możesz przestać pić, a twoje życie może się zmienić. Zła? Jesteśmy twoimi nowymi przyjaciółmi.

Zdrój 230 okładka

Numer 230
Miłość i służba

Służba to sekret mojej trzeźwości

Zawsze chciałem o to zapytać. Padło, Tadeuszu, na ciebie. Czy weteran ma swoją grupę domową? Czy dba się jeszcze o takie niuanse?

Tak! Jasne, że mam. Jak przyszedłem do AA, w Krakowie była tylko jedna grupa.
Dość szybko zainicjowałem powstanie kolejnej o nazwie „Krakus”, by mieć mityngi
AA blisko domu. Z biegiem czasu grupa rozrosła się do sporych rozmiarów i po latach podzieliła się na dwie grupy o podobnych nazwach.

Wiele ról służebnych

Z pierwszego mityngu zapamiętałam niezwykle ciepłe przyjęcie życzliwych i uśmiechniętych ludzi, których jeszcze nie znałam. Poczułam się jak w domu. Przez półtora roku byłam bywalczynią mityngów. Systematycznie jeździłam na mityngi raz w tygodniu i oczekiwałam, że mąż doceni moje starania. W pewnym momencie uznałam, że po tak dużej przerwie mogę już powrócić do picia kontrolowanego. Zaczęło się niewinnie: od jednego kieliszka. Później nadeszło kilkanaście miesięcy „diabelskiej karuzeli”, na którą wsiadałam, pijąc, i z której spadałam, kiedy przestawałam pić.

Pogoda ducha odnaleziona po pięćdziesiątce

Te słowa – dziś wypowiadane z pełną świadomością i spokojem – kiedyś nie mogłyby mi przejść przez gardło. Dziś, po dziewięciu latach trzeźwości, mogę powiedzieć zgodnie z hasłem Zlotu 50-lecia AA w Polsce, że jestem alkoholikiem radosnym, szczęśliwym i wdzięcznym. Ale droga do tego stanu była długa, bolesna i pełna przepaści, które niemal mnie pochłonęły. Kiedy myślę o swojej przeszłości, widzę ruinę. Nieukończone szkoły, dwa rozwody, lata w więzieniu, utracony majątek – wszystko przepite. Straciłem także nogi, gdy pijany skakałem z okna pociągu.

Zdroj_229_okladka

Numer 229
Powroty do picia

Powroty do picia

Nie potrafiłem przestać pić przez dziesięć lat, a wydawało mi się, kiedy wówczas siadałem do picia, że to wcale nie takie trudne przestać.

Moje doświadczenie wygląda tak, że odkąd jestem we Wspólnocie, nie miałem zapicia. Z czego jestem bardzo dumny. Oczywiście to lekki żart. Mam natomiast doświadczenie sprzed

wielu lat, gdy byłem już mocno uzależniony i po traumatycznym przeżyciu, po nagłej śmierci mojej mamy, która mi była niezmiernie bliska, postanowiłem nie pić rok, tak niejako w formie zadośćuczynienia czy żałoby po mamie, która wiele przecierpiała.

Tylko tu i teraz

„Krótki okres życia jest dostatecznie długi na to, aby żyć dobrze i uczciwie”.
Cyceron

Pierwszy raz o Wspólnocie dowiedziałem się piętnaście lat temu. Wiedziałem, że mam problem z alkoholem i zdecydowanie za dużo piję, ale nie umiałem przestać. Poszedłem na swój pierwszy mityng. Był to mityng spikerski. Pewien człowiek opowiadał wówczas o tym, jak zachowywał się po alkoholu. Po tym mityngu uznałem, że AA nie działa i nie jest dla mnie, ponieważ po wyjściu z Sali nadal chciało mi się pić. Myślałem, że AA to taka tabletka na niepicie.

Kłamstwa i mity, w które wierzyłem

O tym, że mam problem z piciem, dowiedziałem się ostatni – wszyscy dookoła wiedzieli i widzieli, że mam problem z piciem, ale nie ja.

W AA znalazłem się zupełnie przez przypadek – przyznałem jedynie, że piję trochę za dużo piwa, więc żona się mnie czepia. Parafrazując Krok Pierwszy, którego wtedy jeszcze nie znałem, mógłbym powiedzieć, że przyznałem się, że piję może trochę za dużo i za często i że przestałem kierować moją żoną. Broń Boże: własnym życiem. Ale to właśnie ona – moja żona – była siłą sprawczą, która spowodowała, że poszedłem się leczyć.

Zdrój numer 228 / 2024

Numer 228
Rozwój duchowy przed materialnym

Obietnice czy obiecanki cacanki?

W owym czasie słowa „Program” czy „sugestie” były dla mnie czymś obcym. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że chociaż ponoć, jak mówili, w AA jest wyłącznie jeden Program, to zdawało mi się, że mimo to każdy gadał jakby o innym programie. Jeden twierdził, że dzięki niemu nie pije i fajnie żyje, inny utrzymywał, że odkrył Boga, który go teraz prowadzi. A jeszcze inny mówił, że choć zapija co pewien czas, to właśnie dzięki Programowi wraca na mityngi, zwłaszcza że tak naprawdę nie ma gdzie iść.

Wspólnota AA jest pełna obietnic

Nigdy nie myślałem, że będę pisał do „Zdroju”, a tym bardziej że zostanę alkoholikiem. Kiedy miałem dziesięć lat i z płaczem uciekałem z domu w ciemną noc przed pijanym ojcem, obiecałem sam sobie i naturze, która była wokoło, że nie będę robił tego, co mój ojciec. I że mój własny dom będzie wyglądał zupełnie inaczej niż ten. Była to jedna z nielicznych obietnic, które złożyłem w swoim dziecinnym życiu, a której zresztą po latach nie dotrzymałem.

Krok po kroku. Dzień po dniu

Nikt nie przyjdzie i cię nie uratuje. Nikt nie przyjedzie na białym koniu i nie zabierze ci wszystkich zmartwień. Trzeba samemu ratować siebie: krok po kroku, dzień po dniu.

Jestem alkoholiczką. Przyjęłam tę prawdę, trzeźwiejąc na mityngach i warsztatach, nosząc posłanie, dzieląc się doświadczeniem. Nie odkryłam mojego alkoholizmu z dnia na dzień. Raczej był to proces, w trakcie którego odnajdywałam kolejne elementy układanki i wstawiałam je na odpowiednie miejsce. Zawsze piłam w towarzystwie. Zawsze wybierałam towarzystwo, które proponowało lepsze trunki, najlepiej powyżej czterdziestu procent. W sumie towarzystwo było tu najmniej istotne. Istotna była zawartość butelki.

Przejdź do treści