Czytelnia

Bieżące wydanie

Biuletyn Zdrój - wydanie 232
Biuletyn Zdrój – wydanie 232
Zdrój 232 - Dostępność AA

Numer 232, strona 6

Z chęci zrozumienia ich niepełnosprawności

Po raz pierwszy z osobami z niepełnosprawnością zetknęłam się w dzieciństwie, kiedy zobaczyłam, że sąsiedzi mieszkający niedaleko mojego domu są osobami głuchymi. Już wtedy zrodziła się we mnie chęć zrozumienia ich, ciekawość, co oni do siebie „mówią”, co oznaczają ruchy ich dłoni. W tej trzyosobowej rodzinie ojciec był osobą nadużywającą alkoholu.
Kolejne osoby poznałam w czasie moich studiów z surdopedagogiki (pedagogiki osób głuchych i słabosłyszących) i praktyk odbywanych w ośrodku szkolno-wychowawczym dla dzieci głuchych. Myślałam, że w takiej szkole jest bardzo cicho. Jakież było moje zdumienie, kiedy się przekonałam, że jest zupełnie inaczej, korytarze były wypełnione różnymi dźwiękami. Wtedy już byłam w zaawansowanej fazie mojej choroby alkoholowej. Trafiłam do AA i na mityngi, chodziłam w różne miejsca, a jednym z nich było centrum rehabilitacyjno-opiekuńcze dla osób przewlekle chorych.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Zdrój 232 - Dostępność AA

Numer 232, strona 8

Rozwiązanie dla wszystkich, dla każdego

„Wow!” – pomyślałem, gdy pierwszy raz zobaczyłem niewidomego nowicjusza na mityngu mojej grupy domowej. Niezła determinacja! Nowego przyprowadził znajomy, który miał służbę przy telefonie kontaktowym AA. Wtedy byłem tak zszokowany, że nie wiedziałem, z czym zmaga się osoba z dysfunkcją wzroku.
Jest też iskierka nadziei i decyzja, że dłużej tak nie mogę żyć, muszę coś zrobić ze swoim życiem. Dziś dziękuję Bogu za siłę do działania, do wstania z łóżka, z którego wcześniej nie miałem siły wstać i pokierowanie mnie, gdzie szukać pomocy. Stop. Do tej wdzięczności była jeszcze długa droga. Zacznę więc od początku. Moje nowe życie i zdrowienie zaczęło się w jednej z miejscowości na Podlasiu. Tam właśnie trafiłem do ośrodka terapii uzależnień.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Zdrój 232 - Dostępność AA

Numer 232, strona 25

Dostępność otrzymana

Mam na imię Janka i jestem alkoholiczką – tak przedstawiam się za sugestią mojej sponsorki na mityngach od chwili wejścia na Program Anonimowych Alkoholików. Wszędzie, gdzie jestem. Czy jest to dla innych zrozumiałe, czy nie, to nie twoja sprawa– takie otrzymałam wyjaśnienie.

Sugestia sponsorki to rzecz święta, więc wszędzie ją wypełniam. Zrazu bolało jak cholera, ale w miarę trzeźwienia owo przedstawianie siebie idzie mi coraz lepiej. Tak, jak umiem, czy bardziej nie umiem, nadal nie jest to dla mnie łatwe, bo wychodzi raz lepiej, raz gorzej. Raz musiało być tak źle, że ktoś nie wytrzymał tego mojego dukania i zawołał: „Nie męcz się już, nie mów nic!”.

Czy chciałbyś doczytać artykuł?

Zakup bieżące wydanie

Numery archiwalne

Biuletyn Zdrój - wydanie 231

Numer 231
Pierwsze kroki w AA

Wspólnota dała mi ludzi

Kiedy w kwietniu 2021 roku opuszczałam oddział szpitala psychiatrycznego, nie miałam zupełnie pojęcia, jak mam żyć. Głośno mówiłam, że moja „przygoda” z alkoholem się zakończyła, ale w głębi serca bardzo się bałam.

Pierwsze kroczki w AA

Jest piękny ciepły lipiec. Słońce, miłość i radość w oczach ludzi, a we mnie samotność, smutek, żal, rozgoryczenie. W organizmie alkohol, śmierć za plecami. Picie, picie, picie, przeraźliwe lęki, wycieńczenie fizyczne i psychiczne. Kilka nieudanych prób pożegnania się z życiem.

Dobre wiadomości

Mówili, że mają dla mnie dwie wiadomości – dobrą i złą. Dobra? Możesz przestać pić, a twoje życie może się zmienić. Zła? Jesteśmy twoimi nowymi przyjaciółmi.

Zdrój 230 okładka

Numer 230
Miłość i służba

Służba to sekret mojej trzeźwości

Zawsze chciałem o to zapytać. Padło, Tadeuszu, na ciebie. Czy weteran ma swoją grupę domową? Czy dba się jeszcze o takie niuanse?

Tak! Jasne, że mam. Jak przyszedłem do AA, w Krakowie była tylko jedna grupa.
Dość szybko zainicjowałem powstanie kolejnej o nazwie „Krakus”, by mieć mityngi
AA blisko domu. Z biegiem czasu grupa rozrosła się do sporych rozmiarów i po latach podzieliła się na dwie grupy o podobnych nazwach.

Wiele ról służebnych

Z pierwszego mityngu zapamiętałam niezwykle ciepłe przyjęcie życzliwych i uśmiechniętych ludzi, których jeszcze nie znałam. Poczułam się jak w domu. Przez półtora roku byłam bywalczynią mityngów. Systematycznie jeździłam na mityngi raz w tygodniu i oczekiwałam, że mąż doceni moje starania. W pewnym momencie uznałam, że po tak dużej przerwie mogę już powrócić do picia kontrolowanego. Zaczęło się niewinnie: od jednego kieliszka. Później nadeszło kilkanaście miesięcy „diabelskiej karuzeli”, na którą wsiadałam, pijąc, i z której spadałam, kiedy przestawałam pić.

Pogoda ducha odnaleziona po pięćdziesiątce

Te słowa – dziś wypowiadane z pełną świadomością i spokojem – kiedyś nie mogłyby mi przejść przez gardło. Dziś, po dziewięciu latach trzeźwości, mogę powiedzieć zgodnie z hasłem Zlotu 50-lecia AA w Polsce, że jestem alkoholikiem radosnym, szczęśliwym i wdzięcznym. Ale droga do tego stanu była długa, bolesna i pełna przepaści, które niemal mnie pochłonęły. Kiedy myślę o swojej przeszłości, widzę ruinę. Nieukończone szkoły, dwa rozwody, lata w więzieniu, utracony majątek – wszystko przepite. Straciłem także nogi, gdy pijany skakałem z okna pociągu.

Zdroj_229_okladka

Numer 229
Powroty do picia

Powroty do picia

Nie potrafiłem przestać pić przez dziesięć lat, a wydawało mi się, kiedy wówczas siadałem do picia, że to wcale nie takie trudne przestać.

Moje doświadczenie wygląda tak, że odkąd jestem we Wspólnocie, nie miałem zapicia. Z czego jestem bardzo dumny. Oczywiście to lekki żart. Mam natomiast doświadczenie sprzed

wielu lat, gdy byłem już mocno uzależniony i po traumatycznym przeżyciu, po nagłej śmierci mojej mamy, która mi była niezmiernie bliska, postanowiłem nie pić rok, tak niejako w formie zadośćuczynienia czy żałoby po mamie, która wiele przecierpiała.

Tylko tu i teraz

„Krótki okres życia jest dostatecznie długi na to, aby żyć dobrze i uczciwie”.
Cyceron

Pierwszy raz o Wspólnocie dowiedziałem się piętnaście lat temu. Wiedziałem, że mam problem z alkoholem i zdecydowanie za dużo piję, ale nie umiałem przestać. Poszedłem na swój pierwszy mityng. Był to mityng spikerski. Pewien człowiek opowiadał wówczas o tym, jak zachowywał się po alkoholu. Po tym mityngu uznałem, że AA nie działa i nie jest dla mnie, ponieważ po wyjściu z Sali nadal chciało mi się pić. Myślałem, że AA to taka tabletka na niepicie.

Kłamstwa i mity, w które wierzyłem

O tym, że mam problem z piciem, dowiedziałem się ostatni – wszyscy dookoła wiedzieli i widzieli, że mam problem z piciem, ale nie ja.

W AA znalazłem się zupełnie przez przypadek – przyznałem jedynie, że piję trochę za dużo piwa, więc żona się mnie czepia. Parafrazując Krok Pierwszy, którego wtedy jeszcze nie znałem, mógłbym powiedzieć, że przyznałem się, że piję może trochę za dużo i za często i że przestałem kierować moją żoną. Broń Boże: własnym życiem. Ale to właśnie ona – moja żona – była siłą sprawczą, która spowodowała, że poszedłem się leczyć.

Zdrój numer 228 / 2024

Numer 228
Rozwój duchowy przed materialnym

Obietnice czy obiecanki cacanki?

W owym czasie słowa „Program” czy „sugestie” były dla mnie czymś obcym. Niekiedy odnosiłem wrażenie, że chociaż ponoć, jak mówili, w AA jest wyłącznie jeden Program, to zdawało mi się, że mimo to każdy gadał jakby o innym programie. Jeden twierdził, że dzięki niemu nie pije i fajnie żyje, inny utrzymywał, że odkrył Boga, który go teraz prowadzi. A jeszcze inny mówił, że choć zapija co pewien czas, to właśnie dzięki Programowi wraca na mityngi, zwłaszcza że tak naprawdę nie ma gdzie iść.

Wspólnota AA jest pełna obietnic

Nigdy nie myślałem, że będę pisał do „Zdroju”, a tym bardziej że zostanę alkoholikiem. Kiedy miałem dziesięć lat i z płaczem uciekałem z domu w ciemną noc przed pijanym ojcem, obiecałem sam sobie i naturze, która była wokoło, że nie będę robił tego, co mój ojciec. I że mój własny dom będzie wyglądał zupełnie inaczej niż ten. Była to jedna z nielicznych obietnic, które złożyłem w swoim dziecinnym życiu, a której zresztą po latach nie dotrzymałem.

Krok po kroku. Dzień po dniu

Nikt nie przyjdzie i cię nie uratuje. Nikt nie przyjedzie na białym koniu i nie zabierze ci wszystkich zmartwień. Trzeba samemu ratować siebie: krok po kroku, dzień po dniu.

Jestem alkoholiczką. Przyjęłam tę prawdę, trzeźwiejąc na mityngach i warsztatach, nosząc posłanie, dzieląc się doświadczeniem. Nie odkryłam mojego alkoholizmu z dnia na dzień. Raczej był to proces, w trakcie którego odnajdywałam kolejne elementy układanki i wstawiałam je na odpowiednie miejsce. Zawsze piłam w towarzystwie. Zawsze wybierałam towarzystwo, które proponowało lepsze trunki, najlepiej powyżej czterdziestu procent. W sumie towarzystwo było tu najmniej istotne. Istotna była zawartość butelki.

Przejdź do treści